Moditwa, post, jałmużna. Po co to wszystko?

Kategorie: Ciekawe artykuły

Daniel Ange: Wielki Post jest przede wszystkim czasem całkowicie niezwykłym, ponieważ Jezus chce dać nam prezent w postaci najgłębszej intymności we wzajemnej miłości – przede wszystkim w modlitwie, która jest mocniejsza, głębsza, bardziej rozkochana. Modlitwa jako prawdziwie miłosna relacja z Jezusem, taka, która istnieje między dwojgiem zakochanych: mówimy sobie wszystko w całkowitej ufności jedno drugiemu. I dziękujemy w niej Jezusowi za wszystkie te piękne, dobre rzeczy, które On nam daje – wszystko otrzymujemy przecież jako prezent z Jego ręki. Przede wszystkim zaś tych, których On nam daje do kochania, których otrzymujemy jako dar, abyśmy mogli odkryć piękno. To o modlitwie.
Następne jest to, co nazywamy postem. Post jest ćwiczeniem się w wolności, w wyzwoleniu – wyzwoleniu od wszelkiego rodzaju narkotyków, rzeczy, które czynią z nas jakby niewolników. Myślę tu na przykład o atrakcyjności Internetu, w którym spędzamy całe godziny. To takie wciągające i łatwo wpaść w nałóg, zniewolenie, szczególnie gdy zanurzamy się w świat wirtualny, gdzie wszystko można sobie wyobrazić, i wyłączamy się ze świata realnego. Tak samo jest z rzeczami bardzo zresztą dobrymi samymi w sobie, pięknymi – fascynacja Facebookiem, Youtube’em i tym podobnymi – to wszystko jest bardzo dobre, nie ma w tym nic złego, ale można tak szybko stać się przez nie zniewolonym, nie móc się bez nich obejść. To tak jak z alkoholem i tytoniem, tymi wszystkimi rzeczami. Pościmy od nich, czyli używamy ich mniej, ograniczamy je lub rzucamy na cały Wielki Post.
Są ludzie, którzy są tak potwornie uzależnieni od telewizji, że nie mogą się bez niej obejść przez więcej niż trzy godziny – telewizja każdego dnia, prawda? Z tego powodu nie są oni już więcej wolni – to niszczy życie rodzin, nie ma się już czasu dla swoich dzieci… A zatem to, co nas pociąga zbyt mocno, jest przeszkodą dla naszej wolności, ponieważ nie jesteśmy w stanie sami z tym zerwać. Tak samo może być z seksualnością, masturbacją – to wszystko może stać się zniewoleniem do tego stopnia, że wydaje się, że nie można już przestać. Wielki Postu, ten święty czas, daje natomiast taką specjalną moc, siłę – zwyczajnie po to, abyśmy mogli się ćwiczyć. Ta siła jest pomocą w wyzwalaniu się. I każdy może sam zobaczyć, które skłonności wymagają postu.
Powinniśmy zatem post dostosować do nas samych?
– Tak, o to właśnie chodzi. I to jest zwycięstwo nad sobą samym. Kiedy przezwyciężamy jedną słabość, która czyniła mnie nie do końca wolnym, wtedy jesteśmy silniejsi we wszystkich innych sferach. Kiedy ćwiczymy się w powściąganiu łakomstwa, kiedy ćwiczymy się w powściąganiu popędu seksualnego, kiedy odmawiamy sobie patrzenia w ekran bądź Internet, stajemy się silniejsi w pozostałych dziedzinach życia, ponieważ to są takie małe testy. Trzeba jednak bardzo prosić Jezusa o siłę…
W końcu jest też jałmużna. Tutaj chodzi o dawanie.. Przede wszystkim z pewnością trzeba się dzielić. Przykładowo w ten sposób, że zawsze możemy pościć trochę w odżywianiu – nie kupić jakiegoś deseru czy innej dobrej rzeczy i pieniądze przeznaczyć dla tych, którzy są tego warci: dla tych, którzy głodują, dla mieszkańców Haiti… Myślę jednak, że przede wszystkim jest to dawanie siebie samego innym, bycie więcej dla innych i służenie im. Trzeba poszukać kogoś, komu mógłbym oddać przysługę, komu mógłbym pomóc. A może pójść pocieszyć osoby chore, które nigdy nie są odwiedzane…
A zatem w jałmużnie chodzi nie tylko o pieniądze? Raczej, by dawać siebie…
– Tak, ponieważ to wiele więcej kosztuje. Oddać swój czas kosztuje więcej, niż dać 20 złotych… Poświęcić godzinę, aby pójść odwiedzić chorą osobę – z mojej rodziny bądź spoza niej – która nigdy nie jest odwiedzana, lub odwiedzić osoby starsze kosztuje mnie dużo więcej i ma jeszcze większą wartość. To jest rzeczywiście Boskie miłosierdzie, to miłość, która pochodzi od Boga i którą mogę dać innym zwłaszcza wtedy, kiedy dostrzegam w tych, którzy mnie otaczają, to co najpiękniejsze, najlepsze. Zatem widzę nie tylko ich wady, niedostatki, ograniczenia, rany, chociaż one również w nich są. Powinienem chcieć widzieć zawsze to, co najpiękniejsze, zachwycić się tym najpiękniejszym i pomóc innym osobom odkryć ich własny dar, ich charyzmat.
Czy czynimy to tylko po to, aby nabrać praktyki, przyzwyczaić się do dawania?
– Oczywiście! Albo lepiej: żeby się ćwiczyć. To idealny sposób, aby ofiarować sobie wewnętrzną wolność, siłę, odwagę, ale też radość. Jest w nas tyle wielkiej radości, ponieważ jesteśmy bardziej panami samych siebie i czujemy się szczęśliwi, widząc, że z Panem jesteśmy mocniejsi niż myśleliśmy. Nie jesteśmy tak słabi, tak ułomni, jesteśmy zdolni czynić piękne rzeczy, dobre rzeczy i je cenić. A więc jesteśmy bardziej zbudowani, ukształtowani wewnętrznie… To pozostaje na cały nadchodzący rok.

Rozmawiała: Ewa Wyrębska
www.bosko.pl