Morderstwo w Akademiku – Fałszywe tropy – odc. 5

Morderstwo w Akademiku – Fałszywe tropy – odc. 5

     W POPRZEDNICH ODCINKACH:
     Konrad – zwany Obrzydliwcem -zrywa z Dorotą, zauroczony Kleopatrą. Nazajutrz zostaje znaleziony pod prysznicem, oszołomiony końską dawką LSD i podduszony wężem od prysznica. Znika hydraulik, Pan Kaziu, który wymieniał wąż w łazience Konrada. Kleopatra oskarża o próbę morderstwa Dorotę, która nie ma żadnego alibi. Wieczór, poprzedzający pobicie, Konrad spędził u Kleopatry, czystej jak łza. Kto więc podał mu LSD?

     Narzędzie przestępstwa znaleziono przez przypadek, a i to tylko i wyłącznie dzięki niesprawnej kanalizacji naszego akademika. Dzieła tego dokonała nasza sąsiadka – Monika, która wspomnianym faktem doprowadzona do ostateczności, postanowiła sama przetkać prysznic.
     Ruchem podpatrzonym u najczęstszego bywalca naszej łazienki odkryła kratkę otworu odpływowego i wyciągnęła stamtąd potężnych rozmiarów klucz francuski, idealnie pasujący do zestawu w torbie hydraulika. Wszystko wskazywało na to, że było to narzędzie przestępstwa, w popłochu wrzucone do otworu ściekowego dla zatarcia śladów. W połączeniu z porzuconą torbą i zniknięciem hydraulika rodziło pewne podejrzenia…
     – Czego tam nie było, proszę Uj pani! Śmiecie, brud, całe kołtuny kurzu! Wiadrami wynosiłyśmy! – jedna z będących na stażu „dziewczyn sprzątających” relacjonowała kierowniczce akcję czyszczenia otworów wentylacyjnych, wykonaną na kategoryczne polecenie inspekcji gazowej, do głębi wstrząśniętej stanem czystości wywietrzników, według słów kierowniczki – nie czyszczonych nigdy. – Piasek, zapałki, papiery, a już najwięcej to w kotłowni. Tam to cała apteka. Proszek jakiś, torebki, tabletki stare…
     – Że co?! – prokurator, który właśnie pił kawę w pokoju kierowniczki, rozważając, pod wpływem wydarzeń ostatnich dni, możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę i do tej pory jednym uchem słuchał tego, co mówiła sprzątaczka, nagle podskoczył na krześle i omal się nie udławił.
     – No, mówię przecież, leki jakieś czy co, takie białe.
     – Co pani z nimi zrobiła?
     – Jak to co? Wyrzuciłam, stare przecież, przeterminowane już.
     Prokurator miał oczy jak spodki.
     – Gdzie je pani wyrzuciła?
     – Tam – pani Halinka wskazała ręką zsyp. Prokuratorowi zrobiło się słabo.
     – Panie sierżancie! – ryknął – do śmietnika, natychmiast! Zanim przyjedzie śmieciara!
     Śmieciara zaś właśnie nadjeżdżała i zdumionemu kierowcy wyskoczyło nagle przed maskę czterech policjantów, z których trzech truchcikiem osiągnęło wylot zsypu, a czwarty kategorycznie zabronił mu ruszyć nawet paprocha.
     Widok ten wzbudził nieopisaną radość u mieszkańców akademika, tkwiących w oknach i mających od trzech dni kabaret za darmo. My trzy właśnie wychodziłyśmy na zajęcia i na żywo mogłyśmy podziwiać grzebiących w śmietniku. Policjanci przewracali pudła, worki i torebki i z niekłamanym obrzydzeniem zaglądali do tego wszystkiego.
     Nagle Ewa szarpnęła mnie za rękę:
     – Tam jest – szepnęła, wpatrując się w niebieski przedmiot, trzymany w ręku przez jednego z przedstawicieli prawa. Spojrzałam i zamarłam. Policjant miał naszą, poszukiwaną od trzech dni blaszaną miednicę powlekaną niebieską emalią.
     Chciałyśmy natychmiast wyrwać mu ją z rąk. ale powstrzymała nas Agnieszka, krzycząc, że jeśli natychmiast nie zaczniemy biec, to spóźnimy się na ćwiczenia. Postanowiłyśmy odebrać ją po przyjściu.
     Niestety! Gdy weszłyśmy do pokoju kierowniczki, zawalonego niesamowitą ilością ciekawych rekwizytów znalezionych w śmietniku i poprosiłyśmy o miskę, usłyszałyśmy:
     – To niemożliwe. Ta miska stanowi narzędzie przestępstwa.
     Znieruchomiałyśmy. Nasza poczciwa miska? Okazało się, że wcale nic kluczem francuskim uderzono w głowę Obrzydliwca, a jego obecność w otworze odpływowym spowodowana była osławionym roztargnieniem hydraulika, który swoje narzędzia zostawiał dosłownie wszędzie. Znaleziona zaś w zsypie miska początkowo służyła policjantom do znoszeniu do pokoju kierowniczki wszystkiego, co znaleźli.
      W tym czasie została wezwana na przesłuchanie Monika i pierwszą rzeczą, na jaką padł jej wzrok, była właśnie niebieska miska. Oczywiście, nie omieszkała podzielić się z prokuratorem informacjami na jej temat, a przede wszystkim tym, że szukamy jej od kilku dni.
     Postanowiono się zbadać ją bliżej (miskę, nie Monikę!). Wyniki były zaskakujące.
     Ekspertyza wykazała, że wgniecenie powstało na skutek uderzenia w tępy przedmiot (co jak najbardziej wskazywało głowę Obrzydliwca), ale nie to było najważniejsze. Znalezione na niej odciski palców były identyczne z tymi na wężu od prysznica i… na torebkach ze staniolu, w których znajdowały się podejrzane tabletki. Prokurator siedział teraz nad notesem i porządkując otrzymane dane czekał na telefon z laboratorium, które miało określić, co to za substancja.
     Wyniki potwierdziły jego przypuszczenia – w torebkach znajdowały się tabletki LSD narkotyk, którym nakarmiono Obrzydliwca.
     Ponieważ wszystkie wydobywane z zsypu śmiecie nie mieściły się już w gabinecie kierowniczki, postanowiono dalsze prace poszukiwawcze przenieść do magazynu.
     Tu jednak ekipę czekała jeszcze jedna niespodzianka. Zaraz przy wejściu natknięto się na ledwo żywego hydraulika, którego odwieziono do szpitala i poddano intensywnej terapii w celu odzyskania zdolności mówienia.
     Prokurator był tak zbity z tropu, że siedział i toczył błędnym wzrokiem, nie będąc w stanie wydusić z siebie ani jednego logicznego spostrzeżenia. Po raz kolejny poszedł fałszywym tropem. Czekał teraz na telefon ze szpitala. W końcu zadzwonił i wtedy oniemiał na dobre. Hydraulik został uderzony w głowę takim samym narzędziem co Obrzydliwiec. W ten sam sposób.

Katarzyna Stępień