Wsiąść do pociągu: Europa (Ticket to Ride: Europe)

Kategorie: Planszówki

WsiascDoPociagu… a pociąg to niebylejaki. Wydana przez Days of Wonder (w Polsce przez Rebel) planszówka na stałe weszła do kanonu tzw. „towarzyskich” gier planszowych. Czyli nieskomplikowane reguły, płynny przebieg gry i mnóstwo zabawy. Czy warto grać, a może nawet kupić? – kilka słów poniżej mam nadzieję pomoże podjąć decyzję.

Wrażenie pierwsze
Jak większość gier od Days of Wonder Wsiąść do pociągu: Europa jest wydana wielobarwnie i ze smakiem. W środku mocnego tekturowego pudełka znajdziemy rozkładaną planszę (dość długą, więc na stoliku turystycznym 30×30 cm raczej nie zagramy), plastikowe figurki wagonów i dworców w pięciu kolorach (grac można nawet w pięć osób – dobre info dla dużych grup), ponad sto kart z różnokolorowymi rysunkami pociągów oraz tzw. ”karty biletów”. Do polskiej wersji gry dołączona jest kilkustronicowa instrukcja napisana i zilustrowana tak, że trójkowy uczeń z czwartej klasy (lub czwórkowy z trzeciej) po pięciu minutach zrozumie o co w grze chodzi. Reguły są faktycznie proste, ale napisanie dobrej instrukcji to naprawdę sztuka, więc brawa dla autorów. Dodatkowo, w instrukcji podany jest unikalny kod dostępu, pozwalający dołączyć do społeczności miłośników gier Days of Wonder i umożliwiający grę online z zapaleńcami z całego świata.

A o co tu chodzi ?
Cel gry – zdobyć jak najwięcej punktów… 😉 OK – tak na poważnie na planszy mamy schematyczną mapę Europy z 1901 roku z naniesioną siecią połączeń kolejowych (co do realności niektórych mam poooważne wątpliwości, ale w niczym nie umniejsza to przyjemności z gry, w końcu to nie klasówka z historii). Gracz w trakcie rozgrywki ustanawia połączenia pomiędzy sąsiednimi miastami i realizuje „karty biletów”, czyli inaczej mówiąc łączy miasta od siebie odległe. I za to właśnie otrzymujemy punkty – za pojedyncze połączenia, za realizację „kart biletów”, a dodatkowo za wybudowanie najdłuższej nieprzerwanej trasy (jeden z graczy) oraz za wykorzystanie (a ściślej: za powstrzymanie się od wykorzystania) swoistych „kół ratunkowych”, czyli figurek dworców – pozwalających zrealizować „kartę biletu” korzystając z połączenia ustanowionego przez innego gracza.

Połączenia pomiędzy poszczególnymi miastami oznaczone są na planszy konkretnymi kolorami – właśnie wyłożenie odpowiedniej liczby kart z danym kolorem pociągu potrzebne jest do ustanowienia połączenia. Karty pociągów dociągane są każdorazowo podczas kolejki każdego gracza. Inne możliwe akcje podczas tury to: ustanowienie połączenia, dociągnięcie „kart biletów” (za ich realizację dostajemy dodatkowe punkty, ale jeśli się nie uda – punkty ujemne) i postawienie dworca.

Utrudnień jest niewiele. Czasami do ustanowienia niektórych połączeń potrzebna jest specjalna karta pociągu – tzw. lokomotywa (która zastępuje również każdą kartę pociągu o dowolnym kolorze – taki swoisty „joker”). Część połączeń pomiędzy miastami przebiega zaś przez tunele – do ich ustanowienia potrzebować możemy – w zależności od szczęścia – jednej lub kilku kart więcej niż w przypadku zwykłego połączenia. I to w sumie są wszystkie reguły. Proste, ain’t it?

Wsiasc_do_Pociagu_Europa_24Wrażenie drugie i trzecie – gramy i gramy (i gramy jeszcze raz)
We Wsiąść do pociągu: Europa gra się bardzo przyjemnie. I szybko. Czas rozgrywki – w zależności o liczby graczy – waha się od 30 do 60 minut. Nie ma tu miejsca na długie rozmyślania, co nie znaczy, że wszystko zależy od szczęścia lub że taktyki zwycięstwa nie istnieją. Element losowy jest znaczący (dociągane karty kolorowych pociągów) lecz nie przesądza definitywnie o wyniku. Wybór niestandardowego (nie najkrótszego) połączenia, decyzja o realizacji „karty biletu” w odległym zakątku Europy lub wystawienie w odpowiednim momencie dworca mogą zadecydować o zwycięstwie.

Co na pewno warte jest podkreślenia to „sympatyczna” atmosfera gry. Założeniem jest realizacja zaplanowanych przez siebie połączeń, a nie zmagania z pozostałymi graczami. Fakt – gdy kilku graczy obmyśli podobną strategię w tym samym regionie, zaczynają się wyścigi o to, kto pierwszy ustanowi kluczowe połączenie, ale zasadą jest skupienie się na realizacji swoich celów, a nie na przeszkadzaniu przeciwnikom. M.in. dlatego właśnie ta gra podoba się … dziewczynom. Płeć piękna nie zawsze bowiem podziela zapał brzydszej części ludzkości do współzawodnictwa. Nie oznacza to, że w grze nie odnajdą się faceci – wręcz przeciwnie – ci młodsi – oderwani na chwilę od najnowszych konsol i ci nieco starsi – wspominający z łezką w oku Railroad Tycoon – będą mieli z rozgrywki na żywo z przyjaciółmi na pewno dużo radości.

I jeszcze jedna uwaga – gra świetnie sprawdza się w wariancie na 2 osoby, co wśród planszówek nie jest regułą. Część gier w ogóle nie przewiduje opcji gry dwuosobowej, co np. skutecznie zniechęca pary przed wspólnym zakupem. W tym przypadku to ograniczenie odpada. Moim zdaniem najlepiej gra się w gronie 2-4 osób, piąty gracz sprawia, że na planszy robi się już trochę za ciasno.

Podsumowując: gra jest prosta, ale nie prostacka. I bardzo, bardzo grywalna. Wiele osób wskazuje Wsiąść do pociągu (obok legendarnych – chyba tak już można powiedzieć – Osadników z Catanu) jako idealną „pierwszą” grę, mającą wprowadzić w sposób zachęcający w świat gier planszowych osoby, które nie praktykowały wcześniej tego typu rozrywki.

Się nudzi / zaawansowany jestem – czyli w rodzinie siła
Idealna dla początkujących / średniozaawansowanych – to już zostało napisane. A co z graczami zaprawionymi w bojach planszowych, szukających nieco bardziej wyrafinowanej rozgrywki?  Myślę, że i oni będą potrafili się dobrze bawić, niemniej jednak na ratunek spieszy im rodzina. A w tym przypadku konkretnie rodzina gier Wsiąść do pociągu (Ticket to Ride), a jest ona bardzo liczna: Nordic Countries, Switzerland, USA 1910, Europa 1912, Marklin Edition oraz Dice Expansion. Część z tych tytułów to dodatki, a część samodzielne gry. I właśnie z tej ostatniej grupy polecam graczom bardziej wymagającym pozycję Ticket to Ride: Marklin Edition.

Podstawowe zasady pozostają (w porównaniu do wersji Europa) prawie niezmienione, ale dochodzi kilka dodatkowych – przede wszystkim naszymi liniami zaczynają podróżować pasażerowie, którzy przejeżdżając przez poszczególne miasta zbierają towary (kolejny sposób zdobywania punktów), wprowadzone są dodatkowe rodzaje lokomotyw, zniesiony zostaje limit tras dalekobieżnych, nie ma „kół ratunkowych”, czyli dworców – gra generalnie jest trochę trudniejsza (ale cały czas nieprzekraczająca średniego poziomu trudności). Poza zmianami w sposobie rozgrywki gra przyciąga przepięknym opracowaniem graficznym – każda ze 118 kart pociągów przedstawia realistyczny obrazek innego (!) modelu wagonu, a raczej miniaturki wagonu, jako że Marklin to niemiecka firma od ponad stu lat specjalizująca się w wytwarzaniu miniaturowych kolejek. Dla przypomnienia: w wersji Europa mamy jedną wersję wagonu dla poszczególnych kolorów. W Marklin Edition rozgrywka toczy się na obszarze Niemiec i terenów przygranicznych.  

I ty zostaniesz mistrzem świata
Zamiast końcowej oceny – krótkie POLECAM! A dodatkowo jeszcze informuję, że trwają właśnie eliminacje do Mistrzostw Świata w Ticket to Ride. Wielki finał odbędzie się we czerwcu 2010 roku w Paryżu, a do wygrania m.in. podróż dla dwóch osób legendarnym pociągiem Orient-Express z Londynu do Wenecji. By uczestniczyć w finale, trzeba najpierw zwyciężyć w zawodach krajowych. Co prawda cztery tury takich eliminacji odbyły się już w Polsce w zeszłym roku, ale jak zapewniał mnie organizator, planowana jest dodatkowa piąta tura (orientacyjnie przełom marca i kwietnia w Warszawie). Więcej informacji na można znaleźć na www.daysofwonder.com.

Serdeczne podziękowania pod adresem Grzegorza dzięki, któremu ten jakże oryginalny opis gry pojawił się na naszej stronie